„LECZĘ KAŻDEGO PACJENTA JAK CZŁONKA RODZINY”

O odwadze, pokorze i przyszłości intensywnej terapii rozmawiamy z dr. n. med. Marcinem Mieszko Mieszkowskim, Koordynatorem Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii oraz Bloku operacyjnego w naszym szpitalu.

Anestezjologia to zdecydowanie coś więcej niż specjalizacja medyczna. To sztuka czuwania nad ludzkim życiem w najbardziej krytycznych momentach.

Dr n. med. Marcin Mieszko Mieszkowski opowiada o holenderskich inspiracjach z programu HOPE, budowaniu zespołu w duchu szacunku, wyzwaniach pracy pod presją oraz o tym, dlaczego wciąż fascynuje go praca z pacjentami, których leczy „jak własną rodzinę”.

Pana doświadczenie w programie HOPE w Niderlandach pokazało, jak różne mogą być modele opieki nad pacjentem w intensywnej terapii. Jakie rozwiązania z zagranicy uważa Pan za inspirujące i możliwe do wdrożenia w polskich realiach?

Uważam, że największą inspiracją była dla mnie kultura organizacyjna i podejście do współpracy w zespołach. W Holandii decyzje terapeutyczne są wynikiem partnerskiej dyskusji między personelem medycznym, pielęgniarskim i administracyjnym. Współodpowiedzialność i otwarta komunikacja tworzą atmosferę zaufania, w której łatwiej wdrażać zmiany i innowacje.

Ważna była też obserwacja, jak efektywnie można organizować procesy medyczne, gdy kluczowe decyzje podejmuje się na podstawie danych i analiz, a nie tylko intuicji. Zdecydowanie warto w Polsce inwestować w rozwój zespołów interdyscyplinarnych i procesowe podejście do opieki z jasno zdefiniowanymi ścieżkami, rolami i odpowiedzialnością.

Jakie priorytety w organizacji Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii oraz Bloku Operacyjnego stawia Pan sobie na najbliższy rok w WMCCP?

Podstawą LEAN management – którego fundamentem jest continuous development, czyli ciągłe doskonalenie – jest styl zarządzania, z którym pierwszy raz zetknąłem się w praktyce w Niderlandach. Wywodzi się on pierwotnie z zakładów produkcyjnych Toyoty w Japonii, a jego mottem jest: „Go see, ask why, show respect”. Właśnie w ten sposób chciałbym rozpocząć proces zbierania informacji – rozmawiając z pracownikami różnych szczebli szpitala. Nie po to, by krytykować, lecz by zrozumieć funkcjonujące procesy, nawyki i uzasadnienia obecnych praktyk. Następnie planuję zebrać te dane i przedyskutować je z odpowiednimi komórkami, by przedstawić Zarządowi rzetelne rekomendacje. To wymaga czasu – ale mam go i cierpliwość.

Anestezjologia i intensywna terapia rozwijają się w kierunku coraz szerszego wykorzystania ultrasonografii i monitorowania hemodynamicznego. Które technologie uważa Pan dziś za kluczowe dla bezpieczeństwa pacjenta?

Preferuję technologie jak najmniej inwazyjne, o potwierdzonej skuteczności w literaturze, zgodne z zasadami Evidence-Based Medicine. Przykładem jest ultrasonografia (USG), nazywana stetoskopem XXI wieku – to narzędzie diagnostyczne o szerokim zastosowaniu. W anestezjologii: blokady regionalne, kaniulacje naczyń, ocena płuc i serca. W intensywnej terapii: ocena hemodynamiki, diagnostyka stanów zagrożenia życia (np. odma, tamponada serca, płyn w jamie brzusznej). USG to dziś narzędzie nieodzowne.

Jest Pan adiunktem na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim i aktywnie szkoli przyszłych anestezjologów. Jakie kompetencje – poza wiedzą medyczną – są według Pana najważniejsze, aby młodzi lekarze dobrze odnaleźli się w tej specjalizacji?

Empatia, pokora, uważność, etyka zawodowa i nieustanny rozwój osobowości. Medycyna wymaga obecności człowieka – dojrzałego, uważnego, refleksyjnego. To zawód, w którym nie wystarczy wiedzieć – trzeba też umieć czuć, słuchać, przyznać się do błędu i stale się rozwijać.

Anestezjologia to wyjątkowo wymagająca dziedzina – jak Pan dba o równowagę między intensywną pracą a życiem prywatnym i pasjami?

Każda praca wykonywana z zaangażowaniem może zaburzyć równowagę życiową. W medycynie, szczególnie w intensywnej terapii, wypalenie zawodowe dotyka nawet 40–60% lekarzy. Kluczowe jest uświadomienie sobie, że mamy jedno życie – i trzeba je przeżyć, a nie przepracować. Sport, pasje, relacje, uważność na codzienne przyjemności – to moja recepta na równowagę.

Jak wyobraża Pan sobie Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii WMCCP za pięć lat? Jakie cele chciałby Pan osiągnąć wspólnie z zespołem?

Mam nadzieję, że dzięki rozwojowi AI i e-medycyny będziemy funkcjonować w nowej rzeczywistości – bez papieru, z cyfrową dokumentacją, automatycznym zbieraniem danych. To ma na celu przywrócenie personelu pacjentom. Moją misją jest nie tylko wdrażanie technologii, ale też pielęgnowanie szacunku, profesjonalizmu i empatii. Leczyć zawsze jak własną rodzinę – to dla mnie przepis na przyszłość.

W ostatnich latach pandemia COVID-19 unaoczniła kluczową rolę intensywnej terapii w systemie ochrony zdrowia. Jakie najważniejsze lekcje, Pana zdaniem, powinny zostać z nami na przyszłość?

Pokora wobec natury. Koronawirus pokazał, jak kruche są nasze zdobycze cywilizacyjne. Musimy uczyć się na podstawie dowodów, ufać nauce, dbać o zdrowie, profilaktykę i odporność. To nie banały – to fundament naszej przyszłości.

Na koniec pytanie osobiste, co najbardziej fascynuje Pana w anestezjologii i intensywnej terapii, że po tylu latach pracy wciąż jest to dla Pana źródło zawodowej satysfakcji?

To specjalizacja pełna wyzwań, działania tu i teraz, kontaktu z każdą dziedziną medycyny. Uśmierzanie bólu, ratowanie życia, prowadzenie pacjenta przez najtrudniejsze chwile – to daje mi ogromną satysfakcję. Praca z pasją nigdy się nie nudzi.

Dziękuję za rozmowę.

selfie w przerwie dyżuru: dr Marcin Mieszko Mieszkowski siedzi w gabinecie, opiera głowę na dłoni i uśmiecha się do obiektywu. Ma okulary i niebieski fartuch medyczny.