- "Kontrolerzy sprawdzają wszystko: od czystości sal, po procedury operacyjne i sposób, w jaki rozmawiamy z pacjentami". O tym, co oznacza utrzymanie akredytacji dla Warmińsko-Mazurskiego Centrum Chorób Płuc, opowiada nasza Dyrektor Wioletta Śląska-Zyśk.

Akredytacja, co to właściwie jest i dlaczego tyle o niej mówimy?
Mówiąc prosto: to taki medyczny „certyfikat jakości” wydawany przez Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. To potwierdzenie, że szpital spełnia rygorystyczne standardy bezpieczeństwa pacjenta, jakości opieki i organizacji pracy. To trochę jak szkolna ocena z zachowania, ale wystawiana całej placówce. I to na podstawie bardzo wymagającego egzaminu.
Jakie emocje towarzyszyły Pani w momencie, kiedy dowiedziała się Pani, że nasz szpital uzyskał akredytację?
Na pewno pierwszym uczuciem była ogromna ulga. Wiedziałam, jak ważne jest, żeby utrzymać akredytację, zwłaszcza że szpital miał ją już wcześniej. Bardzo mi zależało, abyśmy potwierdzili naszą jakość, biorąc pod uwagę całokształt pracy szpitala i ogromne zaangażowanie wszystkich pracowników. Akredytacja to nie jest ocena jednej osoby czy jednego działu to ocena całości, ciągłości funkcjonowania szpitala: tego, jak dbamy o bezpieczeństwo pacjenta, jakość świadczonych usług, organizację pracy. Czułam dumę z zespołu i wdzięczność.
Co Pani zdaniem wyróżnia nasz szpital spośród innych szpitali właśnie w kontekście jakości?
Myślę, że to, co nas wyróżnia, to indywidualne podejście do pacjenta. To nie jest tylko zapis w dokumentach ani puste deklaracje. Dbamy o to, żeby pacjenci byli wysłuchani, żeby czuli, że są ważni. Mamy pełnomocnika ds. praw pacjenta, który dwa razy w tygodniu chodzi po oddziałach, rozmawia, pyta, co można poprawić. Regularnie zbieramy ankiety od pacjentów, pracowników, ale też od studentów, którzy mają kontakt z naszym szpitalem. To dla nas cenna informacja zwrotna, bo pozwala patrzeć na siebie z różnych perspektyw.
Co jeszcze?
Zależy nam nie tylko na jakości w sensie medycznym czy organizacyjnym-pozamedycznym, ale także na jakości komunikacji wewnętrznej, relacji w zespole, poczucia docenienia wśród pracowników. Wiem, że to bardzo trudne zadanie, ale wierzę w metodę małych kroków. Sukces szpitala nie zależy od jednej osoby. Wzrastamy wszyscy razem. Każdy pracownik, na każdym stanowisku, dokłada swoją cegiełkę, żeby było lepiej, żebyśmy mogli być dumni z miejsca, w którym pracujemy.
Dziękuję za rozmowę.
Ta rozmowa jest finałową odsłoną naszego cyklu o akredytacji. W poprzednich częściach pokazywaliśmy kulisy przygotowań, wymagania, które trzeba spełnić, i ludzi, którzy stoją za tym sukcesem. Dzisiejszy wywiad to swoista kropka nad „i”: opowieść o emocjach, dumie i poczuciu sensu tej pracy.
Następna akredytacja za kolejne cztery lata, zrobimy wszystko, aby zakończyła się jeszcze większym sukcesem!



